Zamknij
REKLAMA

Czy można wyleczyć stwardnienie rozsiane? Pojawiła się szansa dla chorych

11:00, 06.09.2018 | art.sponsorowany
Lekarze z CCSVI Clinic podczas operacji udrożnienia żył wewnątrz-czaszkowych u pacjenta chorego na stwardnienie rozsiane fot.materiał reklamowy

Jeszcze do 2009 roku chorzy na stwardnienie rozsiane (SM) myśleli, że choroba to wyrok, że nie ma szans na poprawę stanu zdrowia czy wyleczenie. Stosowane leki mogły co najwyżej spowolnić postęp choroby, ale wywoływały ogrom bardzo poważnych skutków ubocznych.
O innowacyjnej metodzie leczenia SM, opowiada Cezary Głuch właściciel CCSVI Clinicic - miejsca, w którym po raz pierwszy na świecie przeprowadzono operację udrożnienia żył wewnątrz-czaszkowych u pacjenta chorego na stwardnienie rozsiane.

Kilka miesięcy temu, w efekcie m.in. Twoich działań, doszło do otwarcia najbardziej zaawansowanej na świecie kliniki dla osób chorych na stwardnienie rozsiane. Czy mógłbyś w kilku słowach powiedzieć o co chodzi?

Cezary Głuch: Podczas badań na pacjentach ze zdiagnozowanym  SM, w wielu przypadkach wykrywano deformacje w układzie żylnym. Po usunięciu ich relatywnie prostą metodą niektóre symptomy choroby ustępowały natychmiast. Dwa najbardziej spektakularne przypadki, z którymi się spotkałem to pacjent, który wstał z wózka inwalidzkiego oraz dziewczyna, która po 24 godzinach odzyskała wzrok. Problem był jednak taki, że nie u każdego chorego na SM  znajdywano deformacje oraz nie każdemu metoda ta pomagała. Obecnie CCSVI ma tylu zwolenników,  co przeciwników. 

Możesz coś więcej powiedzieć na temat  deformacji żylnych i ich wpływu na stan pacjenta.

CG:W dużym uproszczeniu jeżeli żyła, która jest bardzo delikatna ulega deformacji w efekcie nacisku mięśni, nadmiernie rozbudowanych kości czaszki czy wielu innych przyczyn, to krew nie jest w stanie opuścić mózgu. W efekcie nowa krew nie jest w stanie napłynąć w wystarczających ilościach. Dochodzi do procesu trwałego niedotlenienia oraz niedożywienia tkanek co z kolei doprowadza do procesów zapalnych oraz uszkodzeń mózgu oraz rdzenia. U takich osób wykształca się krążenie oboczne, nie jest ono tak efektywne jak prawidłowo działający układ żylny. To, co trzeba zrobić, to udrożnić przepływy w całym układzie żylnym, a nie wyłącznie w żyłach szyjnych, jak to się wykonuje w większości miejsc na świecie i przez co narosło mnóstwo kontrowersji wokół CCSVI 


Jaki jest powód tego, że metoda,  która może pomóc chorym na SM budzi kontrowersje ?

CG:Od czasu przeprowadzenie pierwszych zabiegów udrażniania żył szyjnych u pacjentów z SM powstało na świecie mnóstwo klinik przeprowadzających zabiegi na bardzo podstawowym poziomie. Ponad 95% z nich sprawdza wyłącznie odpływy krwi w żyłach szyjnych. Co więcej, diagnostyka trwa od kilkudziesięciu sekund do kilku minut. To nie wystarcza! Poza tym żyły szyjne to tylko mały wycinek układu żylnego. Nieliczne kliniki używały IVUS’a  (ultrasonograf do badania żyły od środka) oraz sprawdzały spływy od szyi aż po żyłę nerkową. Nikt natomiast nie badał żył wewnątrzczaszkowych, a po przeprowadzeniu kilku operacji widzimy, że właśnie tam tkwi problem u wielu pacjentów.  W sytuacji kiedy niedrożne są żyły wewnątrzczaszkowe poszerzanie żył szyjnych nie przyniesie poprawy, a może tylko zaszkodzić. Kliniki, które wykonywały zabiegi na bardzo podstawowym poziomie, przyczyniły się niestety do negatywnego PR związanego z tego typu zabiegami mimo, iż w przeciwieństwie do leków farmakologicznych nie mają one skutków ubocznych.

Czym różni się wasze podejście od innych klinik?

CG:Sam proces diagnostyczny jest bardzo skomplikowany.Najpierw przeprowadzamy rezonans magnetyczny o bardzo wysokiej rozdzielczości, na bazie którego możemy stworzyć model układu żylnego w 3D. Później w ciągu kilkugodzinnej operacji, pod pełną narkozą sprawdzamy drożność żył posługując się wcześniej wspomnianym IVUS’em, dzięki czemu oglądamy stan żył od środka. To nie wszystko. Aby wyłapać wszystkie deformacje czy zaburzenia w odpływie krwi używamy sondy z czujnikami ciśnienia. Z pozoru żyła może wyglądać prawidłowo, ale jeżeli krew nie odpływa tak jak powinna, to czujniki ciśnienia wyłapią to od razu. Najważniejszy jest jednak fakt, że jako jedyni na świecie sprawdzamy spływy krwi z żył wewnątrzczaszkowych, gdzie w wielu przypadkach tkwi główne źródło problemu.Operacje przeprowadzane są przez neurochirurgów z ogromnym doświadczeniem w radiologii interwencyjnej. Nie słyszałem o innej klinice, w której operacjami CCSVI  zajmowałby się neurolog czy neurochirurg. 


Skąd w ogóle wziął się pomysł powołania do życia takiej kliniki?

CG:U najbliższej mi osoby zdiagnozowano SM. Zaczęliśmy pewnie tak jak 99% osób od leków immunosupresyjnych, których skutki uboczne okazały się gorsze niż sama choroba. Później szukaliśmy terapii alternatywnych. Komórki macierzyste trochę pomogły, ale one wyłącznie naprawiają uszkodzenia, a nie eliminują przyczyny ich powstawania. Szukaliśmy dalej. W 2010 roku natknąłem się na informacje nt. CCSVI i zacząłem szukać informacji oraz ludzi, którzy się tym zajmowali. Rok później przeprowadziliśmy operację w Warszawie, ale lekarz stwierdził iż deformacji nie ma. Mylił się, deformacje były, ale ich nie znalazł. Na nasze szczęście znajomy lekarz z Austrii (wybitna osobowość w świecie CCSVI) szybko umówił nam zabieg w Nowym Jorku. Efekt był piorunujący. Po udrożnieniu trzech żył osoba, która ledwo mogła przejść 50 m, dzień po zabiegu przeszła 4 km. Poprawa utrzymywała się przez dłuższy, lecz z czasem niektóre symptomy zaczęły powracać.Okazało się, że krew zalega także w żyłach wewnątrzczaszkowych,  których u pacjentów z SM  nikt na świecie nie operuje. Przez pewien czas liczyłem, że któraś z klinik na świecie wyniesie CCSVI na wyższy poziom, ale się nie doczekałem. Ostatecznie sam się tym zająłem i po dwóch latach udało mi się pozyskać osoby o odpowiednich kwalifikacjach, doświadczeniu oraz odwadze, jak i uzyskać zgodę komisji bioetycznej, która jest niezbędna, by przeprowadzać tak innowacyjne zabiegi.

Jak wyglądają dotychczasowe efekty?

CG:Klinika zaczęła działalność w grudniu. Od tego momentu przeprowadziliśmy kilkanaście zabiegów, z których zdecydowana większość przyniosła poprawę stanu zdrowia pacjentów. Były tylko 2 przypadki kiedy nie mogliśmy pomóc. W pierwszym osoba została błędnie zdiagnozowana jako chora na stwardnienie rozsiane. Drugi przypadek to pacjent u którego anatomiczna budowa czaszki nie pozwalała na jakąkolwiek interwencję
Na poniższym nagraniu można zobaczyć stan pacjenta przed i po operacji. 
 


Jak wygląda możliwość operacji w waszej klinice?

CG:Część zabiegów sfinansowałem sam. Bardzo szybko jednak  lista chętnych na darmowy zabieg przekroczyła 60 osób i wstrzymałem zapisy. Jeżeli ktoś jest w naprawdę trudnej sytuacji np. samotna matka dwójki dzieci, to takie osoby chcę operować w pierwszej kolejności, ale nie jestem studnią bez dna. Staram się pozyskiwać finansowanie. Nie jest to proste zwłaszcza, że cały zabieg kosztuje kilkadziesiąt tysięcy. Mówimy o kilkugodzinnej operacji m.in na naczyniach wewnątrzczaszkowych. Zgłaszają się do nas także osoby chcące poddać się operacji na zasadach komercyjnych i takie osoby też operujemy. Im więcej osób zoperujemy, tym lepsze wyniki możemy pokazać i tym łatwiej jest pozyskać finansowanie, aby pomóc osobom, których nigdy nie będzie stać na taki zabieg. 

Jak osoby zainteresowane zabiegiem mogłyby się z Tobą skontaktować?

Najlepiej kontaktować się przez naszą stronę .

 

(art.sponsorowany)
© superchodziez.pl | Prawa zastrzeżone