Wielu ludzi śledzi losy dziecka, życząc mu powrotu do zdrowia. Jednak sytuacja Kamilka, była od początku bardzo zła. Dodatkowo ostatnio stan się drastycznie pogorszył. Teraz dziecko walczy nie o zdrowie, ale po prostu o życie.
Biologiczny ojciec dziecka jest przy nim codziennie. Każdego dnia przychodzi do szpitala z nadzieją, że kiedyś będzie mógł zabrać syna z tego miejsca. Ostatnie wizyty to jeszcze większy ból dla ojca, który musiał pożegnać się z Kamilkiem.
Dziecko, z uwagi na swój stan, otrzymało ostatnie namaszczenie. Lekarze i ojciec liczą na cud. Niestety powoli przegrywają z chorobą oparzeniową i jej skutkami.
Ojciec dziecka (Artur Topól) poinformował media, że „Z każdą godziną jest coraz gorzej, serce wydolne jest tylko na 3 procent, mózg jeszcze pracuje… Liczę na cud i proszę o to Boga oraz wszystkich, którym zależy na moim dziecku. Módlmy się o cud i wyprośmy go dla Kamilka”.
Kamilek przebywa w szpitalnej sali i jest podłączony do aparatury. Ojciec mówi ciągle do syna, motywując go do walki o życie. Wierzy, że syn go słyszy.
Pan Artur jest w bardzo ciężkiej sytuacji. Kamilek walczy o życie, a w placówce opiekuńczo-wychowawczej przebywa brat Kamilka – Fabian, który też potrzebuje wsparcia. 7-latek też tęskni za tatą i ciężko znosi całą sytuację.
Najbliższe dni pokażą czy stan zdrowia Kamilka się poprawi. Wszyscy liczą na cud. Ojciec chłopców wierzy, że jeszcze będzie dobry czas i chłopcy będą szczęśliwi i bezpieczni.
Walka o chłopca trwa ponad miesiąc
Kamilek na początku kwietnia trafił do Górnośląskiego Centrum Zdrowia Dziecka im. św. Jana Pawła II w Katowicach z obrażeniami głowy, wielonarządowymi uszkodzeniami ciała, złamaniami obu rąk i nogi oraz rozległymi oparzeniami.
Chłopiec był maltretowany, prawdopodobnie przez 27-letniego ojczyma Dawida B. Piekło przerwał biologiczny ojciec, który zawiadomił policję.
Do tragicznych wydarzeń doszło 29 marca na częstochowskim Stradomiu (woj. śląskie). Dawid B., 27-letni ojczym Kamilka, miał rzucać go na rozgrzany piec, polewać wrzątkiem i przypalać papierosami. Ośmiolatek trafił do szpitala dopiero 3 kwietnia, ponieważ zarówno jego matka Magdalena B., jak i mąż kobiety nie wezwali pomocy. Para została zatrzymana przez policję.
Dawid B. odpowie za usiłowanie zabójstwa chłopca. Z kolei Magda B. stanie przed sądem za narażenie syna na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia lub zdrowia. Stwierdzono również, że pomagała partnerowi znęcać się nad chłopcem. Prokuratura postawiła też zarzuty ciotce i wujkowi ośmiolatka, którzy mieszkali z nim, jego matką i ojczymem, a nie reagowała na krzywdy wyrządzane dziecku.