Częstochowa: Dziś zmarł maltretowany Kamilek

Smutne wieści spłynęły z katowickiego szpitala. Dziś rano zmarł skatowany 8-letni Kamilek z Częstochowy. Choć wszyscy czekali na cud, chłopcu nie udało się pokonać skutków znęcania. To bardzo przykra wiadomość dla wielu z nas.

Zaledwie 8-letnie dziecko zmarło na skutek bestialskiego znęcania się przez bliskie mu osoby. To niewyobrażalna tragedia. Ciężko sobie wyobrazić, że ojczym dziecka był zdolny do tak okrutnych czynów, a biologiczna matka dziecka nie reagowała. Sytuacją żyła cała Polska. Społeczeństwo jest bardzo poruszone.

Rzecznik szpitala, Wojciech Gomułka przekazał w poniedziałkowy poranek smutne informacje:  „Kamilek zmarł dziś rano. Bezpośrednią przyczyną śmierci chłopca była postępująca niewydolność wielonarządowa. Doprowadziła do niej poważna choroba oparzeniowa i ciężkie zakażenie całego organizmu, spowodowane rozległymi, długo nieleczonymi ranami oparzeniowymi"

Chłopiec przebywał od około miesiąca w Górnośląskim Centrum Zdrowia Dziecka w Katowicach. Trafił tam na skutek wydarzeń, które rozegrały się w jego własnym domu. Ojczym dziecka znęcał się nad nim, polewał wrzątkiem, sadzał na gorącym piecu i stosował tez inne metody przemocy. Matka dziecka i inne osoby mieszkające z dzieckiem, nie powiadomiły nawet odpowiednich służb. Obydwoje zostali aresztowani.

Rzecznik szpitala przekazał także, że Kamilek podczas pobytu w szpitalu był nieprzytomny. Wprowadzono go celowo w śpiączkę farmakologiczną, aby nie cierpiał, gdyż poparzenia i złamania byłyby dla niego bardzo bolesne.

Dzięki śpiączce nie cierpiał i nie był świadomy tego, co go spotkało. Lekarze, chociaż tyle mogli dla niego zrobić.  Podczas śpiączki Kamilek przeszedł wiele operacji, jednak skutki maltretowania były tak poważne, że lekarze nie mogli zrobić nic więcej niż tylko czekać, aż organizm dziecka sam je zwalczy.

Bezpośrednią przyczyną śmierci chłopca była niewydolność wielonarządowa. Było to spowodowane rozległymi oparzeniami i zakażeniem całego organizmu chłopca. Gdyby pomoc dla dziecka nadeszła wcześniej, miałoby większe szanse na przeżycie.

Szpital umożliwił Kamilkowi skorzystanie z zaawansowanych i nowoczesnych metod leczenia. Między innym z respiratoterapii, dializoterapii, aparatury ECMO.

Na profilu Facebookowym szpitala opublikowano poniższą informację:

„W imieniu personelu szpitala przekazujemy wyrazy głębokiego współczucia biologicznemu ojcu dziecka. Dziękujemy też wszystkim tym osobom, którzy tak bardzo przejęły się losem chłopca. Wspólnie z Państwem, jako personel szpitala, dzielimy dziś wielki smutek z powodu odejścia Kamilka”.

Walka o chłopca trwa ponad miesiąc

Kamilek na początku kwietnia trafił do Górnośląskiego Centrum Zdrowia Dziecka im. św. Jana Pawła II w Katowicach z obrażeniami głowy, wielonarządowymi uszkodzeniami ciała, złamaniami obu rąk i nogi oraz rozległymi oparzeniami. 

Chłopiec był maltretowany, prawdopodobnie przez 27-letniego ojczyma Dawida B. Piekło przerwał biologiczny ojciec, który zawiadomił policję.

Do tragicznych wydarzeń doszło 29 marca na częstochowskim Stradomiu (woj. śląskie). Dawid B., 27-letni ojczym Kamilka, miał rzucać go na rozgrzany piec, polewać wrzątkiem i przypalać papierosami. Ośmiolatek trafił do szpitala dopiero 3 kwietnia, ponieważ zarówno jego matka Magdalena B., jak i mąż kobiety nie wezwali pomocy. Para została zatrzymana przez policję. 

Dawid B. odpowie za usiłowanie zabójstwa chłopca. Z kolei Magda B. stanie przed sądem za narażenie syna na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia lub zdrowia. Stwierdzono również, że pomagała partnerowi znęcać się nad chłopcem. Prokuratura postawiła też zarzuty ciotce i wujkowi ośmiolatka, którzy mieszkali z nim, jego matką i ojczymem, a nie reagowała na krzywdy wyrządzane dziecku.

Wybrane dla Ciebie