Koszmar nad zalewem. Młoda kobieta chciała pomóc koledze, oboje nie żyją
Trójka znajomych, jeden mężczyzna i dwie kobiety, wybrali się na spacer nad zalew Chańcza w województwie świętokrzyskim. Chcieli się zrelaksować i posłuchać muzyki. Znajomy kobiet wziął ze sobą głośnik, który niestety wypadł mu z ręki i znalazł się w wodzie. Chcąc go złapać, mężczyzna również do niej wpadł. Wszystko zadziało się błyskawicznie.
Miły czas zamienił się w istny koszmar i walkę o życie trójki znajomych.
29-latek wraz z dwiema koleżankami w wieku 24 lat zawędrowali do miejsca, gdzie obowiązywał zakaz spacerów. To właśnie tam doszło do tragedii.
Mężczyźnie wypadł głośnik i chcąc go podnieść, poślizgnął się na betonowej skarpie. Była ona dość stroma. Spadając z niej, wpadł do zalewu zanurzając się pod wodą. Koleżanki, widząc tą sytuację, ruszyły z pomocą. Mimo ich prób pomocy, mężczyźnie nie udało się wypłynąć na powierzchnię. Miejsce było na tyle niebezpieczne, że same zaczęły tonąć. Pomocy musiały udzielić kobietom inne osoby znajdujące się w okolicy. Jednej z 24-latek nie udało się uratować.
Mężczyzny szukano przez około pół godziny. Strażacy znaleźli go dopiero w okolicy siedmiu metrów od miejsca, w którym wpadł do wody. Znajdował się na głębokości powyżej trzech metrów.
Mimo reanimacji, mężczyzny także nie udało się uratować.
Służby podają, że ani mężczyzna, ani kobiety nie byli pod wpływem alkoholu czy innych środków odurzających.
Spędzając czas nad wodą należy przestrzegać znaków, które informują o zakazie kąpieli czy poruszania się w danym rejonie. Z pozoru spokojne miejsca, mogą okazać się bardzo niebezpieczne.