Zmarł 39-letni lekarz. Czy anestezjolog przepracował się na śmierć?

Nie żyje lekarz z województwa dolnośląskiego. Po jego śmierci okazało się, że 39-latek spędzał w pracy ponad dwa razy więcej czasu, niż było wskazane. Dlaczego?

Informację przekazała Wirtualna Polska, która opierała się na materiale Dziennika Wałbrzych.

Doktor Leszek Pabis z Wałbrzycha zmarł w nocy z niedzieli na poniedziałek 23 sierpnia.  Dramat lekarza rozegrał się w jego własnym domu.

Mimo że reanimacja 39-latka trwała kilkadziesiąt minut, nie udało się przywrócić funkcji życiowych. Co mogło być przyczyną jego śmierci?

- Przed śmiercią dr Leszek Pabis pracował w szpitalu nawet po 100 godzin tygodniowo. To ponad dwukrotnie więcej, niż należy – kodeks pracy wskazuje, że po ta liczba powinna wynosić 42. Jeden ze współpracowników zmarłego podkreśla, że wynikało to m.in. z deficytów kadrowych

- informują dziennikarze WP.

To oznacza, że spędzał w pracy ponad dwa razy więcej czasu, niż było wskazane.

Lekarze mówią wprost, że deficyty kadrowe w szpitalach są ogromne.

- Współpracownik doktora Leszka Pabisa podkreśla, że każdy oddział potrzebuje pomocy anestezjologa. Tym samym powrót pana Pabisa do domu bywał równoznaczny z nieprzeprowadzeniem zabiegu u części z pacjentów, co skłaniało 39-latka do pozostawania w pracy dłużej - kończą dziennikarze.

Wybrane dla Ciebie