"Zwolnienie lekarskie w 5 minut". Handel "lewymi" zwolnieniami kwitnie!
Zakłady Ubezpieczeń Społecznych kwestionują co trzecie skontrolowane zwolnienie lekarskie. To pokłosie handlu "lewymi" zwolnieniami lekarskimi. Nielegalny biznes ma się w ostatnim czasie znakomicie.
Pandemia znacząco wpłynęła na dostępność do służby zdrowia. Przez kwarantanny, izolacje i świadczenia usług medycznych zdalnie, dostęp do lekarzy pierwszego kontaktu jest bardzo utrudniony.
Zdają sobie z tego sprawę firmy, które zajmują się nielegalnym handlem L4. Takie informacje podaje m.in. portal Money.pl.
- alarmują dziennikarze.
Jak ustaliliśmy, kupne zwolnienie lekarskie można uzyskać maksymalnie na tydzień. Po upływie siedmiu dni, jeśli nadal chcemy "chorować", musimy zapłacić kolejny raz. Czy to w ogóle można skontrolować?
- Lekarz nie ma szansy na zweryfikowanie tego, czy pacjent faktycznie jest chory, czy może chce sobie po prostu kupić zwolnienie - wyjaśnia w rozmowie z portalem.
Wątpliwości co do zasadności wystawienia L4 nie dotyczą jednak wszystkich e-zwolnień. Obecnie trzeba już jednak mówić o procederze prowadzonym przez taką grupę osób, na której traci nie tylko budżet państwa, ale i poszczególni pracodawcy. Jak wiadomo, firma opłaca "chorobowe" przez 33 dni. Później obowiązek przechodzi na ZUS.
Ubezpieczyciel ma jednak prawo i obowiązek weryfikować orzeczenia o czasowej niezdolności do pracy. Nielegalne L4 może zostać nawet cofnięte. Tylko w pierwszym półroczu 2021 roku ZUS przeprowadził ponad 10,2 tys. kontroli zwolnień lekarskich. W przypadku 36% z nich wystąpiły nadużycia.