Prof. Sylwia Kołtan, konsultant krajowa w dziedzinie immunologii klinicznej uważa, że dzieci są "rezerwuarem wirusa, niekiedy cichym, przez to przyczyniają się do szerzenia zakażenia".
- Zdaję sobie sprawę, że trudno wytłumaczyć, zwłaszcza maluchom, żeby zachowywały dystans czy nieustannie nosiły maseczki. Dlatego też szkoły są obecnie "wylęgarnią zarazy". I prawda jest taka, że teraz to często dorośli zakażają się od dzieci - cytuje Kołtan Wirtualna Polska.
Podobnego zdania jest minister zdrowia, Adam Niedzielski. Na antenie RMF FM tłumczył, że "blisko połowa ognisk, to są ogniska szkolne".
- A jeżeli liczy się nawet osoby, które są w tych ogniskach dotknięte ryzykiem transmisji, to jest ich ponad 100 tys. I mówię tu o samych szkołach - dodawał.
Decyzja na temat zamknięcia szkół to złożony aspekt.
- Trzeba zważyć różne aspekty - z jednej strony oczywiście jest ograniczenie wirusa, ale z drugiej strony mamy stosunkowo małą zakaźność i szkodliwość dla dzieci. Mamy też już doświadczenie, że niechodzenie dzieci do szkoły, tryb hybrydowy czy zdalny, ma bardzo poważne konsekwencje - tłumaczył minister.
W najbliższym czasie nie należy się zatem spodziewać odgórnych decyzji.
O zmianie trybu nauki, tak jak do tej pory, w zależności od skali i liczby przypadków decydować będą, na poziomie lokalnym, dyrektorzy placówek.