Opłata reprograficzna ma być swoistą rekompensatą, "jaką musi zapłacić państwu sprzedawca lub dystrybutor sprzętu umożliwiającego powielanie treści chronionych prawem autorskim".
Opłata, w myśl zapisów w projekcie, ma wynosić od 1 do 4 proc. cen brutto wskazanych urządzeń.
- Producenci i importerzy mają ją opłacać co kwartał do regionalnych urzędów skarbowych. W efekcie konsultacji społecznych z listy opłaty reprograficznej wyłączono urządzenia przemysłowe, co jest zgodne ze stosownymi wyrokami Trybunału Sprawiedliwości UE - wskazuje Business Insider.
Za co zapłacimy więcej?
Opłata reprograficzna ma spoczywać na tych, którzy wprowadzają dany sprzęt na rynek – importerów, dystrybutorów czy sprzedawców. Przykłady z krajów, które wprowadziły ten podatek jasno wskazują, że opłaty te zostały przeniesione na konsumentów.
To kupujący ostatecznie płacili więcej za sprzęt. Jakich podwyżek można się spodziewać?
Najprawdopodobniej 2,5% podrożeją komputery stacjonarne, laptopy i tablety, a także telewizory z funkcją nagrywania treści, o 3% podrożeją drukarki, skanery i urządzenia wielofunkcyjne, a 4% nośniki HDD, SSD, karty SD i pendrivy.
Opłata reprograficzna ma przynieść 565 mln zł rocznie
Rządzący szacują, że nowy podatek przyniesie 565 mln zł rocznie. Pieniądze te mają trafić do Funduszu Wsparcia Artystów Zawodowych (49% kwoty), a pozostała część trafi do organizacji zarządzających prawami autorskimi, producentów fonogramów i wideogramów oraz wydawców.