O tym się mówiMróz tak silny, że Bałtyk pokrył się lodem - od średniowiecza zdarzyło się to już nieraz

Mróz tak silny, że Bałtyk pokrył się lodem - od średniowiecza zdarzyło się to już nieraz

Przez zamarznięty Bałtyk wyprawiały się wojska, a na lodzie stawiano nawet karczmy – od średniowiecza aż do potopu szwedzkiego zdarzyło się to nieraz.

Zamarznięte morze
Zamarznięte morze
Źródło zdjęć: © Licencjodawca | AI

W połowie stycznia media informowały, że zamarzła Zatoka Pucka, a w Mikoszewie na Żuławach Wiślanych występują liczne torosy, czyli spiętrzenia kry przypominające lodowe góry. W "Biuletynie lodowym" Instytutu Meteorologii i Gospodarki Wodnej z 30 stycznia czytamy: "Zalew Wiślany, Tolkmicko, lód stały; Zatoka Pucka, bardzo zwarta lub całkowicie zwarta kra; porty od Gdańska po Świnoujście, od bardzo luźnej do całkowicie zwartej kry". Tylko morze przed Świnoujściem pozostaje wolne od lodu.

Eksperci IMGW wskazują, że tegoroczne oblodzenie jest efektem długotrwałych niskich temperatur oraz stabilnych warunków ciśnieniowych sprzyjających formowaniu się kry w strefie przybrzeżnej. W praktyce wystarczy kilka tygodni mrozu, aby przybrzeżne wody Bałtyku stały się przedłużeniem lądu: woda na płyciźnie szybciej traci ciepło, a spokojna pogoda i brak sztormów pozwalają lodowi stabilnie narastać, zwłaszcza w osłoniętych zatokach, gdzie kra tworzy zwarte pola. Na otwartym morzu fale i prądy skutecznie ograniczają rozwój pokrywy lodowej. Zamarzanie ułatwia także niskie zasolenie charakterystyczne dla wód przybrzeżnych zasilanych przez słodkowodne rzeki.

Obecna, surowa zima, jest jednak i tak znacznie łagodniejsza niż te, które od średniowiecza nawiedzały Bałtyk w okolicach Polski.

Ryszard Girguś, polski badacz klimatologii historycznej, w opracowaniu "Wyjątki ze źródeł historycznych o nadzwyczajnych zjawiskach hydrologicznych i meteorologicznych na ziemiach polskich w latach 1601-1920" zebrał liczne wzmianki dotyczące zamarzniętego Bałtyku i przybrzeżnych zatok.

Już średniowieczne kroniki regularnie wspominają o lodzie na Bałtyku, traktując go jako zjawisko niezwykłe, ale zarazem praktyczne. Są to jednak relacje opisowe, niekiedy o charakterze kronikarskim lub symbolicznym, które dziś trudno zweryfikować pomiarowo.

Autorem jednej z pierwszych wiadomości o pokrytym lodem Bałtyku jest kronikarz Gall Anonim. Zanotował on, że na przełomie lat 1110 i 1111 książę Bolesław Krzywousty po lodzie wyprawił się przeciwko Prusom.

Od tamtego czasu wiadomości o zamarzniętym Bałtyku pojawiały się co najmniej raz w każdym z kolejnych stuleci. Zdarzało się to także w okolicach cieśnin duńskich, gdzie mróz na ogół nie jest tak silny jak w rejonach położonych bardziej na wschód. W przekazach z 1306 roku pojawia się motyw lodu łączącego Olandię z Gotlandią, po którym miały przemieszczać się wilki. W 1323 roku kronikarz w Lubece pisał o skutym lodem morzu, po którym rozbójnicy ze "Słowiańskiego Kraju" (zapewne księstwa pomorskiego) przeprawili się do Danii. Na lodzie, nawet dość daleko od brzegu, miały powstawać tamtej zimy karczmy dla podróżnych. Potem podobne doniesienia na ten temat pojawiały się jeszcze kilkakrotnie. Zimą 1408 roku saniami wprawiano się z Danii do Rostocku.

Relacje z XVI wieku dają podobne obrazy. Szwedzki kartograf i kronikarz Olaus Magnus pisał o zwyczaju wychodzenia ludzi na lód i o tym, że w surowe zimy tafle przybrzeżne bywały na tyle stabilne, iż organizowano na nich tawerny dla kupców i podróżnych. Jego obserwacje pokazują, że lód bywał elementem życia gospodarczego i społecznego, a nie tylko anomalią przyrodniczą.

W kolejnych stuleciach silne zimy były częstsze niż dziś, co wiąże się z okresem tzw. małej epoki lodowej (od XVI do XVIII wieku), gdy klimat Europy był wyraźnie chłodniejszy. Kronikarze i pamiętnikarze opisywali zamarznięte zatoki, fiordy, a czasem nawet rozległe fragmenty otwartego morza.

Zima 1658 roku, w trakcie drugiej wojny północnej, umożliwiła królowi szwedzkiemu Karolowi X Gustawowi przeprowadzenie armii – około 12 tys. żołnierzy z artylerią i taborami – po zamarzniętych cieśninach Wielki i Mały Bełt. Dzięki temu manewrowi udało mu się zaskoczyć Duńczyków, co przesądziło o przebiegu kampanii. Epizod jest dobrze udokumentowany w literaturze historycznej i militarnej.

Równie gruba pokrywa lodu na Bałtyku pojawiła się zimą z 1669 na 1670 rok. W kronikach zapisano, że zatoki Bałtyku zamarzły, a po lodzie przewożono ciężkie ładunki. Lodowa powierzchnia utrzymywała się miesiącami, umożliwiając przemieszczanie się saniami, konno i pieszo na znaczne odległości.

Równie sroga zima nastała na przełomie 1708 i 1709 i zbiegła się z kolejną wojną północną (pomiędzy Szwecją króla Karola XII a koalicją, w której pierwsze skrzypce grała Rosja cara Piotra I). Siarczysty mróz dawał się wtedy we znaki w prawie całej Europie, a na zamarzniętych kanałach Wenecji urządzano zawody łyżwiarskie. Bałtyk znów – jak kilka razy w XVII wieku - pokrył się lodem. W Zatoce Gdańskiej utrzymywał się on aż do późnej wiosny – pierwszym statkom udało się dotrzeć do tutejszego portu dopiero 11 maja 1709 roku. Gdy zima wreszcie odpuściła nastąpiło krótkie i bardzo chłodne lato. W rezultacie plony spadły do tak niskiego poziomu, że wielu ludzi przymierało głodem. Konsekwencją była kolejna plaga – wielka zaraza, która pochłonęła proporcjonalnie więcej ofiar niż II wojna światowa. Tylko na Warmii i Mazurach zmarło z tego powodu ok. 200 tys. ludzi, czyli jedna trzecia mieszkańców tego regionu. Jeszcze większe żniwo zaraza zebrała w Gdańsku, gdzie zmarłych było tak wielu, że zabrakło miejsca na cmentarzach. W ciągu kilku miesięcy zaraza pochłonęła prawie połowę z 50 tysięcy mieszkańców tego miasta. Zaalarmowane wiadomościami o tej pladze władze Torunia, Królewca i innych miast zabroniły swoim kupcom udania się na słynny jarmark dominikański, ale zaraza i tak się rozprzestrzeniła.

W XIX i XX wieku rozległe zlodzenia Bałtyku stawały się coraz rzadsze, choć nadal się zdarzały. Bardzo silne zimy przypadły m.in. na sezony 1946/1947 oraz 1986/1987. Rekonstrukcje i analizy klimatyczne wskazują, że w takich ekstremalnych okresach pokrywa lodowa obejmowała znaczną część, a miejscami nawet większość powierzchni morza, paraliżując żeglugę i pracę portów.

Na brzegach lód powoduje także wymierne utrudnienia praktyczne: ograniczenia w ruchu portowym, trudności dla rybaków i okresowe przestoje promów, a także większe obciążenia infrastruktury nabrzeży. Służby ratownicze i administracja morska apelują o zachowanie ostrożności, przypominają o zakazie wchodzenia na niepewną taflę i utrzymują w gotowości jednostki lodołamaczy. Lokalne władze monitorują sytuację i przygotowują rozwiązania awaryjne dla portów oraz operatorów żeglugi. To pokazuje, że zimowe zlodzenie jest nie tylko zjawiskiem przyrodniczym, lecz także realnym wyzwaniem dla gospodarki i bezpieczeństwa. I choć dziś Bałtyk najczęściej pozostaje częściowo otwarty, pojedyncze epizody zimowe przypominają o dawnych czasach. Te historyczne przykłady uczą również, że choć lód wygląda malowniczo, jego obecność to nie tylko urokliwe zjawisko. Zamarznięte morze nigdy nie jest całkowicie bezpieczne.

Źródło artykułu:PAP
zimazmarznięte morzehistoria

Wybrane dla Ciebie